niedziela, 18 listopada 2007

Ebi wybawiciel

Bohater całych eliminacji do mistrzostw Europy jako ostatni wyszedł z szatni po zwycięskim meczu z Belgią. Euzebiusz Smolarek jak zwykle uśmiechnięty i rozluźniony cierpliwie odpowiadał na wszelkie pytania.


Ebi, to wspaniałe chwile dla Ciebie.

- Teraz tak, ale początki były trudne. W pierwszym meczu eliminacji w spotkaniu z Finlandią siedziałem na ławce rezerwowych. Ja zawsze chciałem być ważnym zawodnikiem dla tej reprezentacji i myślę, że to pokazałem.

Jesteście w finałach mistrzostw Europy! Jak się z tym czujecie?

- Super, naprawdę fajnie, że coś takiego osiągnęliśmy. Wielkie komplementy należą się również trenerowi, który z nami tego dokonał, bo chyba nikt nie wierzył przed rozpoczęciem eliminacji, że nam się uda.

Co Ci powiedział Beenhakker, gdy schodziłeś z boiska? Pewnie coś po holendersku.

- Tak, to było po holendersku. Powiedział - dziękuję. Jak Beenhakker był trenerem Feyenoordu, to ja grałem wtedy w juniorach. Jak graliśmy mecze u siebie, to on zawsze przychodził nas oglądać. Powiedziałem mu dziś, że chyba wtedy nie myślał, jak patrzył na mnie, że dokonam takiej rzeczy jak teraz.

W tych eliminacjach to chyba mecz z Portugalią, też w Chorzowie, był takim przełomowym momentem.

- Myślę, że tak, ale to spotkanie było ważne głównie dla kibiców. Cała Polska wtedy uwierzyła, że możemy pokonać Portugalię i to z tym trenerem. Przypomnę, że wtedy Leo był bardzo krytykowany.

Kilka minut przed strzeleniem pierwszej bramki, trener zawołał Cię do siebie. Co Ci wtedy powiedział?

- Powiedział, że Krzynówek na iść lewą stronę, ja do ataku, a Żurawski ma grać jako numer 10, czyli trochę cofnięty.


Jak z Twojej strony wyglądała pierwsza bramka?

- Widziałem, jak obrońca patrzył się na bramkarza, a że jest to młody piłkarz i myślałem, że może popełnić błąd, to wystartowałem sprintem. Dopadłem pierwszy do piłki, minąłem jeszcze bramkarza, piłka odbiła mi się od nogi i później spokojnie strzeliłem.

A drugi gol?

- Krzynówek strzelił, a przed jego strzałem wbiegałem już na bramkę i gdy bramkarz odbił piłkę, dałem mu "lobika".

Co było trudniejsze dla Was, presja, czy mróz podczas meczu?

- Nie mam 18 lat i o presji trzeba zapomnieć. Trzeba dobrze skoncentrować się na meczu. Presja jest, ale trzeba nauczyć się z nią żyć.

Trener chyba bardzo Cię lubi...

- Nie wiem (śmiech). Wczoraj powiedział mi: to, że strzeliłeś Kazachstanowi trzy bramki, to nic, ale zobaczymy czy dzisiaj strzelisz. A ja mu z uśmiechem odpowiedziałem, że dzięki tym moim bramkom, to jeszcze tu jesteś i będziesz do 2010 roku. Ale to oczywiście były żarty.

Cieszysz się, że grasz dla Polski?

- Oczywiście, ale na początku ludzie mówili, że gram tylko dlatego, że jestem synem Smolarka. Ja jestem z tego dumny, ale to nie jest prawda. Ja do wszystkiego doszedłem sam, a mój tata nie trzyma mnie za rękę na boisku. Ludzie nie myśleli, jak ważna była dla mnie decyzja, że gram dla Polski, a nie dla Holandii. Może zbyt dobrze nie mówię po polsku, ale czuję się Polakiem.

Brak komentarzy: